Z monitora na półki

Śmiało można stwierdzić, że nasze sypialnie, tudzież pokoje, w których przychodzi nam spędzać najwięcej czasu są poniekąd odzwierciedleniem naszej duszy.  Wystrój pomieszczenia, kolorystyka, a także porządek, jaki jest w nim zachowany, są w stanie wiele powiedzieć o jego właścicielu. Moim zdaniem najbardziej rzuca się to w oczy u młodzieży, która lubi dekorować swoje sypialnie zgodnie z ich zainteresowaniami. Często dominuje tam przepych – liczne plakaty na ścianach, gadżety i tym podobne pierdoły. W przypadku osób dojrzalszych wygląda to zgoła inaczej. Z reguły zachowują one w mieszkaniach minimalizm, jednakże nie oznacza to, że lokum traci przy tym  na oryginalności, a wspomniana wyżej dusza nadal pozostaje w tych miejscach zachowana. Dlaczego? Chcemy się dobrze czuć we własnym domu, dlatego też mieszkania urządzamy według swoich własnych upodobań, a na półkach eksponujemy zwykle te przedmioty, które mają dla nas większą wartość. Mogą to być na przykład ulubione książki, kolekcja porcelany, zdjęcia rodzinne albo… Mechaniczne ramię Solid Snakea’a!?

Kolekcjonerzy

W pokoju gracza tak dziwne przedmioty, jak ten ostatni, to chleb powszedni. Uwielbiamy eksponować na swoich półkach pudełka z grami, figurki, big boxy albo inne gadżety związane z naszym hobby. Oczywiście znajdą się wśród graczy też tacy, którzy preferują zakup gier w wersjach cyfrowych. Widocznie nie są oni fanami kolekcjonowania „zbieraczy kurzu” lub po prostu nie mieliby gdzie trzymać swojej kolekcji w formie namacalnej. Z moich obserwacji wynika jednak, że zdecydowana większość fanatyków gamingu preferuje dekorowanie swoich pokojów właśnie przy użyciu gadżetów związanych z ich zainteresowaniem. Doskonale to rozumiem. Sam posiadam skromną kolekcję figurek oraz biblioteczkę gier liczącą nieco ponad sto pudełek.

No ale po co to wszystko?

Jak to wygląda z mojej perspektywy? Taki, a nie inny wystrój pokoju sprawia, że czuję się w nim dobrze. Widok mojej kolekcji przyprawia mnie o dumę i przywołuje miłe wspomnienia z zabawy z poszczególnymi tytułami. Za każdym razem, kiedy spojrzę na swoją „magiczną półeczkę”, na mojej szkaradnej twarzy pojawia się uśmiech. Większość z tych przedmiotów udało mi się zdobyć za okazyjnie niską ceną. Niekiedy udawało mi się zgarnąć ostatni produkt z internetowego sklepu. Satysfakcja z takiego nabytku była dwa razy większa. Te wszystkie rzeczy mają dla mnie ogromną wartość sentymentalną i są dla mnie bardzo ważne, ponieważ zbierałem je przez lata.
Większość graczy kolekcjonuje gadżety z ich ulubionych tytułów dla samej radości posiadania. Są jednak też tacy, którzy dostrzegają w nabywaniu różnych limitowanych wydań gry możliwość zarobku, ale o tym za chwilę.

Gratka dla weteranów

Wydawcy gier komputerowych doskonale wiedzą o tym, że nabywcy ich produktów lubują się  w zbieraniu gadżetów związanych z tematyką wirtualnej rozrywki. Właśnie dlatego na premierę gier,  oprócz ich standardowego modelu, pojawiają się także tzw. „Edycje Kolekcjonerskie”. Z reguły są to specjalne, limitowane wydania, które oprócz samej gry zawierają coś extra, coś wow. Zwykle wydawcy kuszą się tutaj na figurkę stanowiącą creme de la creme całości oraz pomniejsze pierdoły, które mają zapełnić puste miejsce w pudle. Są to np. mapy lokacji, breloczki, skórki do gry, naklejki i inny temu podobny szajs. Wyjątkiem są tutaj artbooki, tzn. książeczki zawierające grafiki koncepcyjne oraz soundtracki z muzyką z gry. Są to miłe dodatki, które akurat mają jakieś zastosowanie. No i są jeszcze steelboxy, które są limitowanymi metalowymi pudełkami na grę. Fajna sprawa o ile jakoś to wygląda. Pozostałe przedmioty to zazwyczaj pomniejsze śmieci pakowane do kolekcjonerek tylko dla zwiększenia wartości ogółu. A skoro już o wartości mowa… Ceny takich wydań niekiedy osiągają kosmiczne kwoty. Czasem są one usprawiedliwione jakością całokształtu, innym razem jest to jedynie próba wydymania gracza w odbyt rozgrzanym dildo. Dlatego zawsze przed zakupem takowego produktu staram się czytać opinie innych i obejrzeć jakiś film o danym produkcie. Uważam, że jest to konieczne, ponieważ nie mam tyle pieniędzy, by wyrzucać grube kwoty w błoto (JESZCZE nie).
Wspominałem wcześniej o ludziach szukających zarobku na kolekcjonerkach. Zapytacie pewnie jak to działa. Już tłumaczę. Zważając na to, że ich ilość jest limitowana, to wartość edycji kolekcjonerskich po wyprzedaniu dodatkowo rośnie. Wielu ludzi wykorzystuje to kupując kilka takich samych wydań, które sprzedają po jakimś czasie z dużym zyskiem. Największą cenę na aukcjach internetowych osiągają te sztuki, które mimo upływu lat dalej pozostają nietknięte, zapakowane w oryginalną folię.

O edycjach kolekcjonerskich można mówić długie godziny, ale po co mam się wysilać skoro już ktoś to zrobił, na dodatek zrobił to dobrze. Ciekawskich odsyłam do filmu youtubera o pseudonimie NRGeek, który podjął się rozłożenia tematu na czynniki pierwsze i zadał sobie pytanie: „Czy edycje kolekcjonerskie są opłacalne, czy może jesteśmy dymani?”

Link do filmu: https://www.youtube.com/watch?v=UwvyNXCRRwY

Na koniec załączam zdjęcie mojej skromnej kolekcji. Jeśli zauważycie, że szczególnie wyróżnione są tutaj gadżety z Assassin’s Creed, to zdradzę wam, że to nie jest przypadek. Ale o tym kiedy indziej.

No cóż, ode mnie to tyle na dziś. Pamiętajcie, że kiedy już pokusicie się o zakup edycji kolekcjonerskiej warto najpierw poczytać opinie internautów na temat danego produktu. Nie kupujcie kota w worku…no chyba, że macie za dużo pieniędzy. Jeśli wśród moich odbiorców ktoś taki się znajdzie, to chętnie założę Patronite’a…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s