The Journey – Quasi Recenzja

Ukończyłem The Journey. Na początku chciałem napisać klasyczną recenzję, taką jakie piszę dla innych gier, które ostatnio ogrywałem. To byłby jednak błąd. Podróż nie jest jak inne gry. W erze produkcji AAA uderzających w jak największe grono odbiorców, dzieło studia
Thatgamecompany wydaje się nie brać udziału w tym szaleńczym wyścigu o pieniądze.

EVVIVA L’ARTE!

Wielu graczy zapewne chociaż raz w swoim gamingowym życiu zadało sobie pytanie: „Czy gry są sztuką?”. Jak się okazuje, to zależy. Zależy od produktu, od jego zawartości i od tego co chce przekazać odbiorcy. Zależy też w dużej mierze od tego, z jaką pasją twórcy budowali swoje dzieło. Takie oddanie jest zwyczajnie wyczuwalne.

Gry mogą być sztuką, ale nie każda gra zasługuje na to miano. Jak więc jest z The Journey?

To nie żaden art. To screen z gry!

Jestem na tak!

Nie będę owijał w bawełnę. Podróż jest po prostu fenomenalna. Nic dodać nic ująć. Te dwie godziny spędzone z produkcją Thatgamecompany, to z całą pewnością jedno z moich najlepszych growych doświadczeń.

W the Journey wcielamy się w rolę tajemniczej postaci, której głównym zadaniem jest odbycie tytułowej wędrówki. Co jest jej celem? Wszystko wskazuje na to, że ogromna góra, widoczna chociażby na okładce gry.


Nie mam zamiaru zdradzać zbyt wiele szczegółów na temat omawianej przeze mnie produkcji. To zwyczajnie popsułoby jej odbiór. Najlepiej usiąść do niej na świeżo i samemu odkrywać wszystkie mechaniki.

Piękno Prostoty

Czuję jednak potrzebę omówienia oprawy audiowizualnej. Odgrywa ona w Podróży niebotyczną rolę. Minimalistyczna szata graficzna zachwyca niemalże na każdym kroku. Wszystkie lokacje, które przyjdzie nam odwiedzić, mają w sobie szczyptę magii. Ścieżka dźwiękowa natomiast idealnie współgra z tym, co widzimy na ekranie. Każda pojedyncza nuta wydaje się być tutaj przemyślana i perfekcyjnie dopasowana do sytuacji. Nawet zwykła cisza odgrywa tu ogromną rolę i podnosi poziom klimatu na koniuszek flagi na szczycie Mount Everest. To fenomenalne połączenie doznań wizualnych oraz dźwiękowych, przez całe dwie godziny powodowało na moich plecach, znane pewnie wszystkim, przyjemne dreszcze.

Podróż jest jak wiersz, który każdy może interpretować na własny sposób. Przygoda, której się nie zapomina. Ta gra jest po prostu piękna. Wydaje mi się, że niewiele więcej mogę powiedzieć, aby nie psuć wrażeń z rozgrywki tym, którzy jeszcze nie odbyli swojej magicznej wędrówki.

The Journey to doskonały przykład na to, że gry mogą być sztuką. Czapki z głów. Po prostu. Żałuję, że nie zagrałem w nią wcześniej…

Czemu tak krótko? Uwierz mi. Im mniej wiesz, tym lepiej będziesz się bawił/-a.

Tak jest jakoś raźniej…

Jako ciekawostkę zdradzę tylko, że podczas gry możemy spotkać także innych graczy! Nie ma tu jednak żadnego czatu umożliwiającego swobodne porozumiewanie się. Jedyna komunikacja, która została udostępniona grającym, to proste, pojedyncze dźwięki wydawane przez tajemniczą postać, którą przyjdzie nam sterować. Taki zabieg sprawdza się tu bardzo dobrze. Tworzy opokę tajemniczości i wzmacnia klimat. Kiedy w napisach końcowych dane mi było w końcu ujrzeć nicki graczy, z którymi przemierzałem świat Journey, poczułem jakbym wspólnie z tymi osobami przeżył coś magicznego. Nagle stali mi się dziwnie bliscy. Pragnę serdecznie pozdrowić graczy z poniższego screena i podziękować za wspólną grę. I tak pewnie nigdy tego nie przeczytacie…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s